Czułem się jakbym tam trafił, a nie na sobotni występ REVLOVERS w 6 DZIELNICY. Może to wina sali, a może akustyka? Przechodziłem z kąta w kąt, żeby wyłapać jakieś czyste dźwięki, wszystko stłumione, jedynie ten pierwszy rząd dawał kawałek szansy na określenie, co jest grane, a już zrozumieć poszczególne zdania piosenek było trudniej. A przecież ten zespół ma potencjał i widać w muzykach, że starają się nawiązać więź z publicznością. Tym razem chyba w większości przypadkową. Kilkoro znajomych, fanów i ludzie, którzy nie wiedzieli, co ze sobą zrobić. Bis niby wymuszono, ale zdecydowanie na zasadzie, że inaczej nie wypada. Czegoś zabrakło. Niektórych może razić w ich muzyce zbytnia brytyjskość, kwestia gustu. Dlaczego ten koncert był słaby? Gdzie grają i dla kogo na pewno ich deprymuje. W sobotę rozkręcali się bardzo powoli. I, co będę powtarzał, aż się to nie zmieni - zresztą podczas koncertu nie tylko ja to zauważyłem - dużo ujmuje brzmieniu zespołu Revlovers brak żywej perkusji. Bo nawet przy tak słabym nagłośnieniu, muzyka zyskałaby naturalną moc.
Mam nadzieję, że jeszcze będę na ich lepszych koncertach.
Ponieważ warto usłyszeć na koncercie: Revlovers - Bring Me To The Diamond (Live)
To bardzo subiektywny ich odbiór. Muzyka też jest ważna, istnieje od początku ciszy. Życie również.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Revlovers. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Revlovers. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 29 września 2013
niedziela, 12 maja 2013
Ostachowicz, Revlovers i niestety jeszcze jeden zespół
Z okazji wydania pierwszej EP-ki w Przechowalni zagrał zespół Ted Nemeth. Nie znałem wcześniej tej muzyki, ani nie słyszałem tej nazwy. Pierwszy utwór muzycznie mnie zaskoczył - grali jakby na próbie w garażu.
- OK - pomyślałem - zobaczymy, co dalej.
Utwór drugi - porażka, zwłaszcza tekstowo, nierównie grane, śpiewane (na marginesie - w moim zespole utrzymywałem zasadę trzeźwości muzyków na koncertach i próbach, inaczej musieli odejść).
Publiczność - w dość niewielkim pomieszczeniu - raczej zadowolona, ale ona jest o jakieś 15000 z kawałkiem lat młodsza!
- Dobra, jeśli tak dalej pójdzie - mruczę do siebie po drugim refrenie - to wyjdę po trzecim kawałku. Ja dłużej nie mogę, zapadam się w podłogę - odbija mi się poprzedni refren i bez czekania na koniec utworu wychodzę. Przed wyjściem spotykam jednego z organizatorów, nawet nie jest zdziwiony, widząc mnie odbierającego kurtkę z szatni. Po kilku zdaniach pyta:
- A jak support?
- Jaki support? - odpowiadam. - To Oni powinny być gwiazdami!
Bo tak właściwie to przyszedłem na REVLOVERS (indie rock, alternatywny pop w najlepszym rozumieniu tego określenia). Mimo niezbyt dobrej akustyki w takiej sali (byłem na ich koncercie kilka miesięcy wcześniej w Kaliskiej - tam brzmieli właściwie) nie zawiodłem się. Żadnych zastrzeżeń do muzyków - basistę - Michała Szafarza - jak zwykle rozpierała niesamowita energia, tylko scena dla niego za mała była, czy drugiego gitarzysty - Darka Grabowskiego, wokalistów - ciepły, miękki, charakterystyczny głos Basi Szafarz (+ instr. klawiszowe, skrzypce, harmonijka ustna i coś jeszcze) oraz od poprzedniego koncertu bardzo poprawiony głos gitarzysty/klawiszowca - Sebastiana Stasiaka. A stworzyli niesamowicie przyjemny klimat. Chociaż jedno małe zastrzeżenie mam od pierwszego mojego zetknięcia z tą muzyką na koncercie - brakowało mi żywej perkusji!
Polecam pierwszą płytę pt. Revision Thing. Wsłuchuję się teraz we fragmenty z tego albumu - Wings, !, Copacabana i inne, a na dzisiejszym koncercie najbardziej podobał mi się utwór Some Exceptional Moments.
Inna historia była z książką Igora Ostachowicza NOC ŻYWYCH ŻYDÓW, bo nie spodobał mi się tytuł, jakiś taki pretensjonalny mi się wydawał (zwłaszcza po filmie Pokłosie Pasikowskiego). Jednak na wszelki wypadek wziąłem ją z bibliotecznej półki, ale gdy zacząłem czytać, to raził mnie zbyt nowoczesny język.
Przez chwilę! Im bardziej zagłębiałem się w zwariowaną fabułę, tym więcej prawd odkrywałem o naszej Polsce współczesnej, o wyborach między dobrem a złem, o sobie samym, prawdach, fałszach i niedomówieniach z historii - zwłaszcza relacji między Polakami a Żydami (czy też, jak wolałby Marek Hłasko, Polakami żydowskiego pochodzenia), współczesnej popkulturze, domorosłych neonazistach itp.
Taki fragment o Polsce mnie poraził na przykład: Jeśli świat jest pełen rudy zła, to tu u nas została wytopiona w piecu. Wielka produkcja najczystszego zła w piecach, w których ludzie palą ludźmi.
Po czymś takim aż ciarki przechodzą przez kręgosłup.
Podsumowując: 1) świetnie się bawiłem, 1) często przymykałem ją, by coś przemyśleć, 1) przeżywałem wraz bohaterami chwile prawdziwej grozy. A książka potrafi trzymać w napięciu! Do końca.
Czytając polecam zwracać uwagę na białe światło, które pojawia się co jakiś czas. Sam się na tym przejechałem.
- OK - pomyślałem - zobaczymy, co dalej.
Utwór drugi - porażka, zwłaszcza tekstowo, nierównie grane, śpiewane (na marginesie - w moim zespole utrzymywałem zasadę trzeźwości muzyków na koncertach i próbach, inaczej musieli odejść).
Publiczność - w dość niewielkim pomieszczeniu - raczej zadowolona, ale ona jest o jakieś 15000 z kawałkiem lat młodsza!
- Dobra, jeśli tak dalej pójdzie - mruczę do siebie po drugim refrenie - to wyjdę po trzecim kawałku. Ja dłużej nie mogę, zapadam się w podłogę - odbija mi się poprzedni refren i bez czekania na koniec utworu wychodzę. Przed wyjściem spotykam jednego z organizatorów, nawet nie jest zdziwiony, widząc mnie odbierającego kurtkę z szatni. Po kilku zdaniach pyta:
- A jak support?
- Jaki support? - odpowiadam. - To Oni powinny być gwiazdami!
Bo tak właściwie to przyszedłem na REVLOVERS (indie rock, alternatywny pop w najlepszym rozumieniu tego określenia). Mimo niezbyt dobrej akustyki w takiej sali (byłem na ich koncercie kilka miesięcy wcześniej w Kaliskiej - tam brzmieli właściwie) nie zawiodłem się. Żadnych zastrzeżeń do muzyków - basistę - Michała Szafarza - jak zwykle rozpierała niesamowita energia, tylko scena dla niego za mała była, czy drugiego gitarzysty - Darka Grabowskiego, wokalistów - ciepły, miękki, charakterystyczny głos Basi Szafarz (+ instr. klawiszowe, skrzypce, harmonijka ustna i coś jeszcze) oraz od poprzedniego koncertu bardzo poprawiony głos gitarzysty/klawiszowca - Sebastiana Stasiaka. A stworzyli niesamowicie przyjemny klimat. Chociaż jedno małe zastrzeżenie mam od pierwszego mojego zetknięcia z tą muzyką na koncercie - brakowało mi żywej perkusji!
Polecam pierwszą płytę pt. Revision Thing. Wsłuchuję się teraz we fragmenty z tego albumu - Wings, !, Copacabana i inne, a na dzisiejszym koncercie najbardziej podobał mi się utwór Some Exceptional Moments.
Inna historia była z książką Igora Ostachowicza NOC ŻYWYCH ŻYDÓW, bo nie spodobał mi się tytuł, jakiś taki pretensjonalny mi się wydawał (zwłaszcza po filmie Pokłosie Pasikowskiego). Jednak na wszelki wypadek wziąłem ją z bibliotecznej półki, ale gdy zacząłem czytać, to raził mnie zbyt nowoczesny język.
Przez chwilę! Im bardziej zagłębiałem się w zwariowaną fabułę, tym więcej prawd odkrywałem o naszej Polsce współczesnej, o wyborach między dobrem a złem, o sobie samym, prawdach, fałszach i niedomówieniach z historii - zwłaszcza relacji między Polakami a Żydami (czy też, jak wolałby Marek Hłasko, Polakami żydowskiego pochodzenia), współczesnej popkulturze, domorosłych neonazistach itp.
Taki fragment o Polsce mnie poraził na przykład: Jeśli świat jest pełen rudy zła, to tu u nas została wytopiona w piecu. Wielka produkcja najczystszego zła w piecach, w których ludzie palą ludźmi.
Po czymś takim aż ciarki przechodzą przez kręgosłup.
Podsumowując: 1) świetnie się bawiłem, 1) często przymykałem ją, by coś przemyśleć, 1) przeżywałem wraz bohaterami chwile prawdziwej grozy. A książka potrafi trzymać w napięciu! Do końca.
Czytając polecam zwracać uwagę na białe światło, które pojawia się co jakiś czas. Sam się na tym przejechałem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)