Z własnego, przykrego, doświadczenia wiem, że zawodowi recenzenci albo mają klapki na oczach, albo najczęściej obrastają w rutynę, przebiegając jakieś dzieło filmowe po klatkach, czy też przekartkowując książki. Wydawałoby się, że z doświadczeniem (niekoniecznie z wiekiem) powinno pojawiać się wyczulenie na szczegóły, ale to tylko marzenia twórców tych dzieł.
I dzięki takim recenzentom o mało nie przegapiłem interesującego, prowokującego filmu Sachy Polaka. Tym bardziej, że byłem świadkiem, gdy pracownica kina - podglądając film - rzuciła nagle z obrzydzeniem:
- Jakie to obleśne, brr!
Na pewno nie jest to film dla wszystkich, ale nie można na siłę tworzyć psychologicznie rozbudowanych wytłumaczeń dla zachowanie tytułowej Hemel.
Rzeczywiście w tym filmie jest ojciec zmieniający partnerki; córka, która ląduje w łóżku z coraz to innym mężczyzną i kilka innych rzeczy z recenzji. Tyle, że nie wszystko. A może ja wypatrzyłem za dużo. Nikt zresztą nie musi się zgadzać z moimi teoriami.
Według mnie, wspaniale zagrana przez Hannah Hoekstra, dwudziestokilkuletnia dziewczyna zmienia partnerów, bo szuka tego, który się nią zaopiekuje, a jak sama mówi przyjacielowi ojca, trafia jedynie na gnojków. Dlatego też i on jako kolejny partner - opiekuńczy, doświadczony, wiele wiedzący.
I gdy dowiaduje się od ojca, że ten postanawia zamieszkać w swoim domu ze swoją partnerką (to ważne, bo Hemel ma swój), to z jednej strony próbuje uzyskać od niego poparcie swoich definicji miłości (jej fundamentalne pytania: - Kochasz ją, Czym jest miłość?), a z drugiej strony dociera do niej, że zostanie sama, a przecież jest chora i potrzebuje opieki. Właśnie - oto trzy przykłady: ojciec ją budzi w nocy, mówiąc że powinna się wysikać, ona we wcześniejszej scenie każe przelotnemu kochankowi wyjść, i zanim ten rzuci kamieniem w okno zmienia pościel z ciemniejsza plamą; gdy przychodzi do żony starszego kochanka w pewnym momencie leci jej krew z nosa.
Ja w filmie HEMEL widziałem na swój sposób atrakcyjną, aczkolwiek chorą dziewczynę, szukającą silnego, opiekuńczego, mądrego partnera na stałe.
Opierając się na tym, co wiedziałem przed, nie chciałem go obejrzeć.
Miałem podobnie, gdy rok temu na stronie schroniska przeczytałem informację o pewnej kotce, potem usłyszałem "radę" od jednej z pracownic, i zobaczyłem, że ta kotka nie wygląda jak na zdjęciu na stronie, ale wziąłem ją do siebie. I ciągle mnie zachwyca, dając dowody swojej wdzięczności i przywiązania. Szczególnie, gdy łapie pazurami z tyłu za moje kostki i ma przeogromną radość, kiedy się odwracam, by ją strofować, podczas gdy ona już odskoczyła na bezpieczną odległość. Jest przeurocza!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz